Maja Chwalińska w finale wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. W czwartkowym półfinale pokonała Rosjankę Dianę Sznajder 7:6(4), 6:4. To był niesamowity spektakl. Obie tenisistki zasłużyły na największe słowa uznania. Rywalką rewelacyjnej Polki w meczu o tytuł będzie inna Rosjanka Mirra Andriejewa.
Gdyby przed rozpoczęciem turnieju ktoś wytypował taką obsadę drugiego z półfinałów, mógłby zostać uznany za szaleńca albo tenisowego ignorant. W czwartek tuż po godzinie 17.00 na korcie Philippe’a Chatriera pojawiła się Maja Chwalińska (114. WTA), która do drabinki głównej przebijała się przez kwalifikacje, oraz Sznajder (23. WTA), która nigdy wcześniej nie zagrała w wielkoszlemowym ćwierćfinale.
Obie panie na ten sukces w pełni jednak zasłużyły. Polka w pokonanym polu w Paryżu zostawiła m.in. mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng, doświadczoną Elise Mertens, utytułowaną Marię Sakkari czy w przeszłości 11. na świecie Annę Kalinską.

Od pierwszej akcji tenisistki dały show. Spektakularne wymiany, kombinacyjna gra, najróżniejsze rotacje i długości uderzeń, punkt za punkt i winner za winnera. Paryska publiczność co chwilę nagradzała obie panie gromkimi brawami.
Jako pierwsza przełamanie uzyskała Maja Chwalińska, obejmując prowadzenie 3:1. Rywalka w gemie tym nie zdobyła choćby punktu. I znów była to uczta dla oka. Dropszoty, zmiany kierunku, fantastyczna antycypacja. Sznajder zachowała spokój. W przeciwieństwie do Mai miała zdolność mocnego przyspieszenia pojedynczym uderzeniem. Często podnosiła piłkę w wymianach, by za chwilę poszukać płaskiego zagrania pod końcową linię. Zrobiło się 3:3. Kolejne gemy to popisy serwujących, co nie znaczy, że brakowało emocji i spektakularnych wymian. Obyło się jednak bez szans na przełamanie.
Przy 5:5 miejsce miał być może najbardziej dramatyczny gem kobiecego turnieju w tym roku. W trwającej grubo ponad dziesięć minut batalii lepsza okazała się Polka, broniąc po drodze dwóch break pointów.

Chwilę potem zrewanżowała się rywalka, co oznaczało tie-break. Lepiej rozpoczęła go Rosjanka, obejmując prowadzenie 3-1 i 4-2. Potrafiła wykorzystać krótsze zagrania i błędy Mai. Maja Chwalińska walczyła jednak do samego końca. Kolejne punkty wybiegała. W idealnym momencie przechodziła z defensywy do ataku, pojawiając się też pod siatką. U Sznajder pojawiła się coraz większa irytacja, a wraz z nią też błędy. Do końca tego seta nie wywalczyła już punktu. Po 78 minutach to Polka przybliżyła się do finału.

Drugi set rozpoczął się w wymarzony sposób, bo od breaka w wykonaniu Chwalińskiej. To nie podłamało jednak rywalki, która ogromną odporność psychiczną pokazała już w pojedynku z Sabalenką. Nie zważając na niepowodzenia, parła do przodu i ekspresowo stratę odrobiła. Kolejne gemy padły łupem serwujących, choć nie obyło się bez nerwów. W pewnym momencie Maja Chwalińska poprosiła o przerwę medyczną, narzekając na zatkany nos. Wcześniej dało się zauważyć, że pokasłuje też na korcie. Alergia? Nieżyt nosa można było u niej dostrzec już podczas konferencji po ćwierćfinałowym meczu.
Przy prowadzeniu 4:3 problem z plecami zgłosiła Sznajder. Z pewnością przyczynił się do tego nadludzki wysiłek, który musiała włożyć w dotychczasowy mecz. Tempo gry w tej odsłonie nie było już tak wysokie. Trudno się dziwić. Obie zostawiły na korcie mnóstwo sił i potu. W dziewiątym gemie drugim przełamaniem w tym secie popisała się Maja Chwalińska. Zapunktowała bardzo wyraźnie, oddając Rosjance ledwie punkt. Prowadziła 5:4. Presję wytrzymała. Przy swoim serwisie nie zadrżała jej ręka.

Maja Chwalińska pewnie wygrała gema, wykorzystując kolejne błędy rywalki. 6:4 i awans do historycznego finału! Awansowała również w rankingu tenisistek WTA z miejsca 114. na 21. pozycję rakiet świata!
Finałową rywalką Chwalińskiej będzie Mirra Andriejewa, która w pierwszym półfinale nie dała większych szans Marcie Kostiuk. Finałowy mecz w sobotę 6 czerwca, o godz. 15 (czasu lokalnego) na korcie Philippe’a Chatriera.



